* * * (tamtędy nie przechodził nikt…)

tamtędy nie przechodził nikt…
po kapeluszu sierpniowego zmierzchu,
na kołyszących się szczudłach źdźbeł
spacerował pająk

rzekę cicho okryła mgła,
mnie – ciepło twoich ramion
i kwaskowatość marzeń
rześkich jak niedojrzały chłód

siedzimy tam od dzieciństwa,
wędrując nadrzecznymi zachodami,
z palców budujemy schronienie
dla krzyku wieczornego ptaka

Zostaw komentarz