Nocna rozmowa wzdłuż olsztyńskiej szosy
Autor: POlek
Przenajmagiczna olsztyńska szosa, którą idę w kierunku Warszawy. Już nie idę. Już nie ma nic. Jest tylko szosa, światło i mrok. Cisza i dźwięk kroków. Dźwięk kroków… cisza. Spokojny las i pędzące samochody. Jest wszystko to, co jest. Wysłowie i niewysłowie. Nic więcej. Ani mnie, ani nikogo.
- To miasto jest takie puste, opuszczone, samotne jakieś – odezwał się Chick.
- To dobrze. Tu jest cisza, której szukam – odparłem, powołany znów do istnienia słowami towarzysza.
Oślepiającą smugą przemknął samochód.
- Nie mógłbym tu mieszkać.
- A ja owszem.
Miarowy chrzęst kroków po żwirze.
- Dla mnie Warszawa… Poznań, Kraków… są mniej wyobcowane. Tam jest… blisko.
- Nie wymawiaj, proszę, tych hałaśliwych nazw w tym cudownym miejscu. Słowa i gadanie gubią mi… gubią mi wszystko. Teraz.
Znów nastało milczenie.
- Chcę tylko zapytać, czy ważniejsze jest miejsce czy człowiek – rzekł Chick łagodnie.
- Teraz – miejsce. Nie. Człowiek. Ale tylko wtedy, gdy ma jakiś problem i potrzebuje mojej pomocy. Bo właśnie miejsce, w szerokim tego słowa znaczeniu: nasze kroki, widok, samochody i wszystko – jest teraz nie do niezauważenia.
- Ale tu jest bezludnie. Obco. To nie jest najlepsze miejsce dla mnie. Wolę właśnie te miejsca, gdzie są ludzie, których mi teraz brakuje. Do których tęsknię.
- Ja też tęsknię – odparłem zimno. – Ale i tak wolę Olsztyn czy Łomżę od Poznania, Warszawy czy Krakowa.
- W Łomży masz babcię.
- Ale to cię nie dotyczy za bardzo chyba.
- No nie, ale… dotyczy trochę też.
- Przede wszystkim – ciągnąłem nieco zirytowany – wolę to miejsce, tę chwilę i ten moment od jakichkolwiek dywagacji o miejscach innych, które teraz n i e i s t n i e j ą. Nic nie ma poza tu i teraz. Rozmawiamy o bzdurach kompletnych.
- To nie są bzdury i dobrze o tym wiesz.
- Rozmawiamy o Pozananiach, Warszawach, o tym, że gdyby tu mieszkać, to co to by było. A zobacz co j e s t ! Otwórz oczy!
Znów usłyszałem swój oddech. Podmiejska, przestrzenna noc rozpostarła go w moim umyśle. Widok. Znikałem.
- Za dużo myślę – rzekł cicho Chick.
Przystanąłem.
- Jest we mnie coś – kontynuował – czego ty na szczęście nigdy nie doświadczysz. Tylko to ci chciałem powiedzieć.
- Słuchaj – odrzekłem. – Ludzie są ważni, w porządku. I nasi przyjaciele w Poznaniu czy w Warszawie i moja babcia w Łomży. Ale tu ich nie ma, rozumiesz? Tu jest to co jest. I tylko to. I to wszystko. I wszystko to to. Popatrz. Można schlebiać tęsknotom, gonić za nimi, ale ja nie wiem czy to takie dobre. Może właśnie trzeba wtedy w drugą stronę, żeby się nie dać tak łatwo. Właśnie w miejsce, w czas, w którym się jest. Ja też tęsknię, Chicku. Ale nie dam się tej tęsknocie wyrwać z tego, co mam tak naprawdę – z tej chwili. Rozumiesz?
Rozumiał doskonale. Milczał. A ja nie wiedziałem jak mu pomóc.
Zostaw komentarz