Muzyka, która nie powinna istnieć

Nie chodzi mi tu o disco-polo. Disco-polo ma swoich zagorzałych fanów. Nie jest to muzyka w najlepszym guście, ale życie wielu ludzi byłoby smutniejsze, gdyby nie mogli sobie bezmyślnie poskakać do „Majteczek w kropeczki” gdzieś na weselu w remizie. Niech sobie skaczą.

Techno – też nie. Może niewielu traktuje je jako muzykę, w sensie czegoś, co można słuchać dla przyjemnych harmonii, melodii i rytmu. W techno jest właściwie tylko rytm i brzmienie, ale nastawione nie na harmonię, lecz na wibracje, wprawiające w trans. Jeśli przyjąć jedną z rygorystycznych definicji muzyki, techno wcale niekoniecznie się do niej zalicza.

Hip-hop? Jego stylistyka i brzmienie są jak najdalsze od tego, czego lubię słuchać, ale to chyba jedyny gatunek, w którym na szeroką skalę wypowiadają się dzisiejsi rewolucjoniści i buntownicy. W pewnym sensie hip-hop stanowi platformę podobną do dawnego rock’n’rolla i późniejszego punka. I choć dziś pogardzany przez 40-50 latków, jest to taka sama pogarda, z jaką ich rodzice traktowali słuchanych przez swoje pociechy Beatlesów (też określanych mianem „pop”, ale zupełnie przecież innych – ciężko porównać geniusz muzyczny Lennona czy McCartneya do Britney Spears albo Shakiry) czy Rolling Stonesów. Bo choć w obecnym hip-hopie, tak jak w ówczesnym rock’n’rollu dominuje miałkość i banał, za 20 lat nie będzie śladu po zespołach za nie odpowiedzialnych i ujrzymy czarno na białym, że to właśnie dzięki kilku wybitnym raperom i ekipom hip-hopowym, a nie rockmanim, śpiewającym poetom czy punkowcom specyficzne dla naszej epoki klimaty (czy nam się podobają, czy nie), zostaną zachowane.

Ale miało być o tym, co NIE, a nie o tym, co mimo wszystko TAK. A zatem nie chodzi mi tu ani o disco-polo, ani o techno, zupełnie nie o hip-hop, a o pop. Stary, dobry, zetkowo-eremefowy pop. Gatunek, który nie schlebia żadnym gustom, nawet tym najbardziej oddalonym od moich, nawet tym najprymitywniejszym. Gatunek, który został wykreowany przez speców od mieszania ludziom w głowach, przez filozofię stymulowania potrzeb i pragnień, przez konsumpcję, mającą być lokomotywą postępu, przez „niewidzialną rękę rynku”, zmieniającą wszystko w produkt. Pop nie jest bowiem muzyką w szlachetnym, artystycznym, duchowo-zmysłowym znaczeniu tego słowa. Jest produktem i dowodem na to, że dzięki dzisiejszej wiedzy socjologicznej, psychologicznej i ekonomicznej można wcisnąć ludziom nawet to, co jest zupełnie zbędne. Że można powiedzieć ludziom czego mają słuchać, można zawładnąć ich umysłami za pomocą sprytnych sztuczek marketingowych, skrajnemu zbanałowieniu melodii, harmonii, brzmienia i tekstu, tworząc muzykę, której jedyną cechą jest to, że nie zawiera elementów oryginalnych, a więc takich, które mogą kogoś zainteresować, ale też kogoś innego zniechęcić.

Gdzieś prawdopodobnie pod koniec lat 70. wynaleziono coś wybitnie obrzydliwego – sposób na to jak sprawić, żeby to nie gusta słuchaczy dyktowały warunki stacjom radiowym, a żeby stacje radiowe dyktowały warunki gustom. Bo kto z Was zna kogoś, kto kupuje płyty Gosi Andrzejewicz, Dody i innych produktów popu? Kto uważa, że najnowsze produkcje Lady Pank czy Wilków dorównują choć po części poziomem ich pierwszych nagrań?

Polacy najczęściej słuchają popu – to nie ulega wątpliwości. Ale pewnym jest też to, że większość Polaków nie słucha muzyki świadomie, nie interesuje się nią na tyle, by kolekcjonować płyty, poszukiwać i słuchać choć trochę uważnie. Jest jednak (a właściwie chyba był) sposób na to, by podejrzeć jak kształtuje się słuchalność wśród ludzi świadomie wybierających to, co dociera do ich uszu. Mówię o statystykach Last.fm dla kraju Polska, do których nie znalazłem w nowej wersji strony bezpośredniego linka (może komuś z Was się uda?), za to wyciągnąłem ze swojego archiwum dane z lipca tego roku:

1 Metallica (5 697)
2 Coldplay (5 577)
3 System of a Down (4 672)
4 Red Hot Chili Peppers (4 585)

5 Myslovitz (4 552)
6 Radiohead (3 884)
7 Happysad (3 842)
8 Hey (3 819)
9 Pidżama Porno (3 782)

10 Nirvana (3 642)
11 Linkin Park (3 517)

12 Coma (3 494)
13 Dżem (3 492)

I co? Gdzie Britney? Gdzie Gosia? Gdzie niby pop-rockowy (ha ha!) Feel? Dżem jest pierwszym zespołem na liście, który daje się czasem (może nawet i często, nie wsłuchiwałem się w nowsze nagrania) uwieść pachnącemu świeżym pieniądzem wabikowi machiny zwanej popem. Dopiero trzynaste miejsce. Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości co do tego, że media nie prezentują takiej, a nie innej muzyki dlatego, że słuchają jej ludzie, tylko odwrotnie, niech mi odpowie na pytanie: dlaczego w stacjach radiowych o największej słuchalności (RMF, Zet) wymienieni wyżej wykonawcy stanowią mniejszość? I dlaczego często można usłyszeć kogoś, kto na dźwięk Beatlesów, „Sweet Home Alabama”, Stones’ów, Czerwonych Gitar, puszczanych niekiedy w tych stacjach mówi: „Oo, jak ja to lubię, a tak dawno tego nie słyszałem…”?

Komentarze (11)

  1. I właśnie dlatego nie słucham muzyki, która jest młodsza ode mnie. Kategorycznie.
    Moi znajomi uważają mnie za dziwaka, ale stara muzyka jest dla mnie kwintesencją kreatywności. W latach 70-tych scena muzyczna przechodziła swój najbardziej płodny okres, urodziła tyle wspaniałych albumów i utworów… Przede wszystkim nurt, który mnie najbardziej zafascynował, czyli rock progresywny.

    Dzisiaj nie ma już muzyki, jest muzyczny fast-food. Spożywasz, nie delektujesz się, a potem masz niestrawności.

    Prej | 22 Lis 2008 | Odpowiedz

  2. @POlek
    Na liście masz więcej popu, niż myślisz. Niektóre teksty podejrzanie kojarzą się z Dżemem. 😉

    @Prej
    Zamykanie się na nowości to też klapki na oczy. Nie lepsze tylko przez fakt, że własnoręcznie założone. Naprawdę współczuję nieznajomości wielu nowszych twórców, szczególnie tych, którzy używają głównie syntezatorów/samplerów.

    Andrzej | 22 Lis 2008 | Odpowiedz

  3. Tak sobie pomyślałem, czytając z początku tylko tytuł notki, że nie ma takiej muzyki, która nie powinna istnieć. To tak jak ze złem, które pozwala dostrzec (odróżnić) dobro. Poza tym świat byłby niekompletny bez kiepskiej muzyki. 😉

    Roman J. | 22 Lis 2008 | Odpowiedz

  4. Preju, sztywne zasady są wygodne, ale niestety bardzo zawężające perspektywę. Jest mnóstwo świetnej muzyki robionej i dziś. Problem raczej w tym, że wszystkiego jest zbyt dużo. Spokojnie można byłoby to skrócić o współczesny pop.

    Andrzej: Na jakiej liście, jakiego popu, które teksty i co to ma wspólnego z Dżemem? :o)

    apolinary | 22 Lis 2008 | Odpowiedz

  5. Nie no to kłamstwo jest ewidentne co tu piszesz. Właściwie to na palcach pół-ręki z tej Twojej listy wyciągnę wykonawców, którzy są na tyle nieskalani ręką popowego producenta, żebym był ich w stanie strawić. I nie – bynajmniej nie chodzi o Happysad :]

    Dziwny | 23 Lis 2008 | Odpowiedz

  6. Ależ macie rację, mam klapki na oczach. Świadomie je sobie założyłem i jest mi z nimi nie dość że do twarzy, to jeszcze dają mi mnóstwo szczęścia.
    Muzyka, której słucham jest w 100% MOJĄ muzyką, nie potrzebuję już innej.
    I jeszcze jedno, TAK, jestem muzycznym konserwatystą. 🙂

    Prej | 23 Lis 2008 | Odpowiedz

  7. POlek, podałeś listę często słuchanych wykonawców, na której dopiero Dżem kojarzy Ci się popowo. Ale posłuchaj sobie programowo i banalnie zbuntowanej Pidżamy Porno (dla nastolatek polskich) albo boysbandu z gitarami o nazwie Linkin Park (dla amerykańskich). A to tylko bardziej jaskrawe przykłady. Spośród znanych zespołów praktycznie wszystkie (i te tworzące, i te produkujące muzykę) są pod sporym wpływem producentów, którym zgadnij za co się płaci.

    Andrzej | 23 Lis 2008 | Odpowiedz

  8. Aaa, o TĘ listę Ci chodzi :o) Nie zajarzyłem, zamroczenie :o)

    Dziwny: Nie chodzi mi o wykonawców, na których wpływ ma pop (99% moich ulubionych, ulubionych Preja i Waszych ulubionych), tylko o wykonawców-produkty.

    Prej: Jeśli wynika to z potrzeby lub braku potrzeby, a nie z jakichś z góry przyjętych zasad, to miałbym identycznie, gdybym nie siedział po uszy i niemal bez reszty w muzycznym świecie, przez co – chcąc nie chcąc – słucham tego co się dzieje. I gdyby część tych rzeczy nie podobała mi się :o)

    Andrzej: może Linkin Park to rzeczywiście bardziej produkt niż zespół. Ale w Pidżamie Porno jest sporo zdrowej, kreatywnej tkanki. I nie martw się, już ja dobrze wiem na czym polegają i do czego zmierzają naciski wydawców. Dobrze też wiem, że nie da się wydać dziś w dużym nakładzie płyty, jeśli się tym naciskom nie podda. Ale wiem również, że w zdrowych proporcjach mieszanina kreatywności i marketingu może muzyce wyjść nawet na zdrowie i większość wykonawców z tej listy potrafi nasycić wilka, owcę całą ostawiając. Na to też są sposoby.
    I jest ich więcej niż myślisz :oP

    Roman J.: Skoro już, odpowiadając na uwagi kolegów, sprecyzowałem lepiej o których wykonawców mi chodzi – taoistyczna dialektyka jest świetną odpowiedzią na każdą ocenę, ale tutaj zawodzi. Dla Goś Andrzejewicz, Ewelin Flint i Ań Dąbrowskich nie ma miejsca ani po stronie yin, ani yang. Przeciwwagą dla dobrej muzyki jest muzyka zła – nieudane, źle zrobione utwory, których nie chce wydać nikt, poza samymi autorami (niestety czasem im się udaje). Pop produkowany jest ogólnie dobrze (z wyjątkami) – sample i pady świetnej jakości, idealne harmonie, dobra jakość dźwięku, duże umiejętności większości wokalistów. To nie jest muzyka zła technicznie. Ona jest po prostu niepotrzebna, zbędna, niczego do sztuki, wrażliwości, człowieczeństwa i społeczeństwa nie wnosząca. Dlatego – w przeciwieństwie do nieudanych prób i źle skleconych straszydeł – nie powinna istnieć. Bo po prostu przeszkadza i zagłusza. I to, co dobre, i to co złe.

    apolinary | 24 Lis 2008 | Odpowiedz

  9. Już Ci kiedyś mówiłem, że lubię Twoje piosenki, ale Twoje artykuły o muzyce lubię bardziej :). Bardzo dobrze to ujęte. Znowu ;).
    Ale zgadzam się też z pierwszym komentarzem Preja. Też jestem konserwą muzyczną i to taką progresywno rockową ;).

    Madaredus | 25 Lis 2008 | Odpowiedz

  10. Uwielbiam Twoje wypowiedzi dotyczące muzyki. Może dlatego, że mam takie same poglądy na te tematy. dzięki.

    Aleksandra | 26 Lis 2008 | Odpowiedz

  11. I dlatego nie trzeba słuchac zetek i innych rmfów;/ Nie dosć, ze muzyka do baniaka, to komentarze takie bardziej dla idiotów (przynajmniej tak było, gdy słuchałam tego podczas budowy domu, gdyż nic innego nei odbeirało)..

    czarodziejkazlasu | 11 Gru 2008 | Odpowiedz

Wybacz, komentowanie tymczasowo zablokowane.