Matowość wrześniowa

Powiało pożółkłymi liśćmi. Niebo kładzie cień na spieczoną ziemię. Autobusy szumią sennie, a zza drogi widać już jesień. Tak się kończy moje ostatnie lato w Krakowie. To prawda – tyle początków przede mną, ile końców. Ale nadchodzi taki dzień na przełomie sierpnia i września, kiedy nagle końce czuje się znacznie mocniej niż początki.

Mój dawny wiersz na ten temat:

Wraz z wrześniem nadchodzi matowość
dywanu co jeszcze niedawno lśnił baśnią
butów co nagle w suchym zamknęły się dźwięku

matowe niebo nie mówi nic
czuwa tylko nad polami
gdzie gnany wiatrem
rozrzucając bagaże po ciemnych mieszkaniach
zagnieżdża się na sen zimowy mój dom

matowe piwo w matowej szklance
wmraża się w gardło
nad knajpą pożegnalny łopot parasoli

woń podróży w ściętej gałęzi powietrza –
ostatnie echo w matowych pniach

siódma rano, 3 IX 2000

A do posłuchania – piękna pieśń Jurija Kukina i Jerzego Księskiego w równie pięknym wykonaniu Dominika Księskiego:

[audio:zamgla.mp3]

Komentarze (3)

  1. hej cudny wiersz… a mógłbyś podrzucić mi mp3 tego kawałka “Za mgłą” ?

    cobra0pb | 14 mar 2009 | Odpowiedz

Zostaw komentarz