* * * (jak niewielu potrzeba kamieni…)

jak niewielu potrzeba kamieni
by dalej razem kosztować przestrzeń

by przed rozstajem się pokłonić
i tak skamienieć w uścisku dłoni

ktoś wciąż pochyla się nade mną
ciągle zapłakanym
w betlejemskiej stajence życia
w jego oczach widzę to,
co jako jedyne nie przemija

spotykam was na ulicach
i zagaduję, zwlekam, zatrzymuję
by móc napełnić się wiecznością
co trwa w sekundach mrugnięć
waszych oczu

Zostaw komentarz