Będzin
Autor: Chicku
Ciężko było dotrzeć do tego miejsca komunikacją miejską okręgu katowickiego, ale jest. Most, długi, industrialny. I chylące się słońce. “Pozdrowienia z mieściny słynnej pamięci – Będzina” wystukałem na klawiaturze telefonu i już maszerowałem przed siebie. Te wszystkie arteryjne prowadnice uliczne rozcinające to miejskie pustkowie doprowadziły mnie do głównej szosy w stronę Krakowa, zrzuciłem swój plecak w kurz pobocza i czekałem mahając ręką na samochody, aż słońce skryło się za horyzont i wszystko spowiło się wieczornym cieniem. I w tym brunantym świetle kominy i balon, unoszący się lekko nad fabrykami. Pomyślałem, żeby chwycić za aparat schowany w plecaku, ale zawahałem się, zresztą to nieważne, balon już był źle, jakoś w bok, zrobił się byle jak, nie o to więc chodzi. Szary szum szosy i ludzie jakby gdzieś pouciekali, dalej było osiedle, ale tutaj żywego ducha, tylko ta ciągła linia pobocza – Wie pan – rzekł kierowca samochodu, gdy już siedziałem w środku, dysząc – wie pan, że w sumie, to nie wolno mi się tutaj zatrzymywać. Normalnie bym się nie zatrzymał, ale widzę, że pan taki biedny stoi na tym poboczu. – W sumie – odparłem – to ciężko było tutaj znaleźć lepsze miejsce – spojrzałem na ciągnącą się linię, gdy już jechaliśmy, kiwnął głową ze zrozumieniem.
Zostaw komentarz