Archiwa autorskie

* * * (siedzimy w rzędach…) »

siedzimy w rzędach
ze złożonymi skrzydłami
niebo niewinne jak śnieg
po co odlatywać w tę biel
tutaj cicho niech zasypie nas puch
patrzyliśmy im w oczy
wiedzieliśmy, że nie wiedzą jak my
byli z nas dumni
ich oczy rozmawiały z oczyma ludzi
myśleli – nasz niepokój ich radością
patrzyliśmy więc na siebie
drżącymi skrzydłami
po zawaleniu się dachu nad pawilonem,
gdzie odbywała się międzynarodowa
wystawa gołębi pocztowych

* * * (naucz mnie tonąć w głębinach twoich oczu…) »

naucz mnie tonąć w głębinach twoich oczu
wygładź fale zapytań na ustach
dorysujmy koryto wartkiego nurtu
na mapie splątanych losów ludzkich
a gdy sieć sztormu zabierze nam uśmiech
schrońmy się w migotliwej mieliźnie pocałunku

szumią wichry na Lubaniu
jak dalekie nie nazwane morza
dmucha w płótna pustych namiotów
żeglujących w zatoki zadumania
w przestworzach lasu poluje zwierzyna
z sierścią najeżoną jak gwiazdozbiór
dwoje ludzi pokonawszy ciemność legend
płynie [...]

* * * (napięty wzrok lokomotywy…) »

napięty wzrok lokomotywy
przywitał wyludniony dziś wieczorem peron
i w moich oczach ciśnienie radości,
bo czeka na mnie twoja stężona tęsknota
i świeża cisza jak śnieg listopadem
rozpadała nam się w ramiona, usta, oczy, włosy
a czas w bukiecie się schował jak lato,
które trzymałeś w swych zmarzniętych dłoniach

* * * (na lekko słonecznym peronie…) »

na lekko słonecznym peronie
zasyczały koła
niewidzialnej lokomotywy
gołębie nastroszyły skrzydła
tylko w świątyniach
nie reklamują
niedzielnych kursów językowych
jeszcze

* * * (latarnie jak wielkie pomarańcze…) »

latarnie jak wielkie pomarańcze
zwisają z umajonych drzew
i tylko twojej ręki brakuje –
obrałaby je ze skórki snów
i włożyła płonące wieczory
do moich ust

* * * (kot…) »

kot
jak noc atramentowy
wszył blade wąsy
w rzęs moich trzcinę
śpimy
w księżycowej topieli pierzyny
leniwie dogasają godziny
sen rozwija pergaminy mgieł…
różowieją policzki szyb
przekwita orchidea nieba
ptaki osładzają poranny chłód
na ulicach gęstwi się cisza

* * * (jest jeden teatr…) »

jest jeden teatr
bez krzeseł, oklasków
za ciężkim szumem
słowa, myśli, gestu
żar naszych źrenic
na nim ukrop łez
i jeszcze ręce-
konstelacje pragnień
z tego milczenia
narodził się wszechświat

* * * (jak niewielu potrzeba kamieni…) »

jak niewielu potrzeba kamieni
by dalej razem kosztować przestrzeń
by przed rozstajem się pokłonić
i tak skamienieć w uścisku dłoni

ktoś wciąż pochyla się nade mną
ciągle zapłakanym
w betlejemskiej stajence życia
w jego oczach widzę to,
co jako jedyne nie przemija
spotykam was na ulicach
i zagaduję, zwlekam, zatrzymuję
by móc napełnić się wiecznością
co trwa w sekundach mrugnięć
waszych oczu

* * * (jabłko…) »

jabłko
poturlikało się daleko na drogę
zastygło w kałuży
zatańczyły iskierki kropel
zmarszczył się błękit
odtąd patrzyło w taflę
tafla dla wróbli, rowerzystów, przechodniów…
jabłko do zabawy – dzieciom
do pracy – malarzom

gdy patrzą z ukosa na płaszcze z dzwonkami
przygarnij nas, przytul
gdy się z nas śmieją – mówiących do drzewa
przygarnij nas, przytul
gdy nie słuchają jak drży serce w słowie
przygarnij nas, przytul
Przyjacielu celników…

* * * (gdy wszystko do obłędu…) »

gdy wszystko do obłędu
jak śnieg na drodze miejskiej
gdy chciałabym zdobyć biegun
a przez okno tylko mogę wyjrzeć
zostawiam ciszę tęsknoty
przekraczam próg drgającej struny
i napełniam się
rozzłoconym nagle powietrzem
jakże wszystko spokojne
jak śnieg na choince leśnej
chciałabym zdobyć serce
a ono za oknem jak głodny wróbel